środa, 10 kwietnia 2013

Rozdział 22. Świat nie zawsze jest kolorowy.

~Zośka~

Stałyśmy w piątkę przy ogromnym oknie na lotnisku i ze łzami w oczach machałyśmy odchodzącym w stronę samolotu chłopcom. Wylatują. Wrócą przed świętami. Dopiero... Jednak to nie było najważniejsze. Non stop przed moje oczy wracał moment pożegnania....

- Wiesz przecież, że niedługo wrócę. Nie dobijaj mnie jeszcze bardziej tymi smutnymi oczyma. - mówił Harry.
- Wiem, ale będziemy tak daleko od siebie. 
- No tak... niestety. Ale zeszłym razem wytrzymałaś.
- Wytrzymałam, bo byliśmy w innej relacji. Byliśmy TYLKO przyjaciółmi, a mimo wszystko mnie rozsadzało od środka z tęsknoty. Teraz jesteś kimś więcej niż tylko przyjacielem, przecież o tym wiesz. 
Zamilknął na chwilę, po czym wpił się w moje usta i zatraciliśmy się w pocałunku. Jednak było w tym pocałunku coś innego. Nie chodzi mi tylko o to, że był on jednym z ostatnich przed wylotem. Było w nim coś jeszcze. Jakby próba wytłumaczenia się... Chociaż nie. Bardziej była w nim wymowna przemowa o tym, żebym pamiętała, że nie ważne co się stanie, nawet jeżeli będzie to wykraczało poza granice zrozumienia i dojdzie do tego, czego bym nie chciała, czyli do końca naszego związku, ale tylko przez to, że ja bym z nim zerwała, mam mimo wszystko pamiętać, że ja byłam, jestem i będę najważniejsza. Co ma to znaczyć? Czy dojdzie do czegoś, o czym nie mógł mi powiedzieć? Boję się nawet o tym myśleć. Pocałunek, mimo że trwał dosyć długo, dla mnie był za krótki. Gdy oderwaliśmy się od siebie, Harry złapał mnie za ręce i spojrzał głęboko w moje oczy, po czym powiedział:
- Pamiętaj. Nie ważne co mówią inni, nie ważne co słyszysz wokoło, najważniejsze jest to co ja do Ciebie czuję. Tylko Ty się liczysz. Rozumiesz? Tylko Ty. Powiedz, że rozumiesz i postarasz się wybaczyć wszystko, co się stanie. 
- Rozumiem. Tylko, co ma się stać? - zapytałam lekko zdezorientowana. - I co mam Ci wybaczyć? - Kompletnie nie mogłam z niczym tego połączyć.
- Nie mogę Ci tego powiedzieć, choć bardzo bym chciał, bo wiem, że będzie przez to bardzo trudno i wątpię ... - urwał nagle swoją wypowiedź Harry, gdy zobaczył przechodzącego obok siebie menagera. 
Spojrzałam w stronę przechodzącego obok Paul'a, który parzył się w naszą stronę. Nie wiedziałam o co chodziło. Gdy przeszedł zapytałam się Hazzy.
- Wątpisz w co? Kochanie, o co chodzi? Co się do jasnej cholery ma z nami stać? 
Harry spojrzał na mnie swoimi zeszklonymi zielonymi oczyma. Widziałam, że cierpi, że chce mi wszystko powiedzieć. Już nawet miał zamiar to zrobić, gdy usłyszeliśmy:
- Louis, Harry, Zayn, Liam i Niall. Chłopcy zapraszam Was. Idziemy. No dalej. - krzyczał ochroniarz. 
Harry jeszcze raz na mnie spojrzał i pocałował mnie bardzo namiętnie, jakby ten pocałunek miałby być naszym ostatnim.
- Zapamiętaj, że nigdy nie będę kochał innej. KOCHAM tylko Ciebie. Zapamiętaj, dobrze?
- Wiem to. Ja Ciebie też kocham. - patrzałam na niego zagubionym wzrokiem, a on ze smutkiem w oczach odszedł. Spojrzał jeszcze raz w moją stronę i z ruchu warg mogłam wyczytać słowa: KOCHAM CIĘ. TYLKO CIEBIE! NA ZAWSZE. Posłałam mu czuły uśmiech, ale w sercu czułam ból, z oczu leciały łzy. Czułam, że coś się wydarzy, ale nie wiedziałam co. Bałam się tego, bo przeczuwałam, że nie będzie to nic dobrego.

Gdy samolot wzniósł się w powietrze i zniknął za chmurami straciłam już całkowicie humor. Dani podeszła do mnie i bardzo mocno mnie przytuliła.
- Kochanie, nie martw się. Wrócą. Tak jest zawsze. Musimy się non stop do tego przyzwyczajać. Bo ja jeszcze też nie mogę tego zaakceptować, mimo że jestem z Liam'em już dość długo. - uśmiechnęła się.
- Wiem Dan. Wiem. Martwię się po prostu. No i już cholernie tęsknię.
- Nie dziwię się. - dołączyła się do rozmowy Perrie. - Ja też już za nimi tęsknię. - spuściła głowę.
- Mamy to samo. - dodała Maryśka z Eleanor, podchodząc do nas.
- Grupowy uścisk? - zapytałam.
Nawet nie odpowiedziały tylko podeszły i to zrobiły.
- Dobra dziewczynki. - zaczęła Dani - Chodźmy. Nie będziemy siedziały na lotnisku.
- Może maraton filmowy u nas? - zapytała z uśmiechem Maryśka.
- Bardzo dobry pomysł. - powiedziała Perrie z uśmiechem - Pobędziemy razem, to lepiej się poczujemy, nie będziemy od razu czuły się tak samotnie bez nich. Razem lepiej.
- Dokładnie. - dodała El. - Ja się na to piszę. Tylko zajdziemy do naszych mieszkań po rzeczy może i wtedy pojedziemy do dziewczyn. Co wy na to?
- Jasne, jasne. - powiedziała Dani i Pezz.
- Spoko. W takim razie za dwie godzinki u nas. - powiedziała Marysia.
- Tak. - uśmiechnęły się dziewczyny.
Poszłyśmy do samochodu i jadąc do domu wstąpiłyśmy do marketu żeby kupić coś na wieczór i jutrzejszy poranek. Po szybkich zakupach wróciłyśmy do domu, rozpakowałyśmy zakupy i ogarnęłyśmy w domu. Tak jak się umawiałyśmy, dziewczyny przyjechały punktualnie dwie godziny po rozmowie, czyli o 6pm. Zaprosiłyśmy je do środka i najpierw pokazałyśmy im pokoje, w których będą spały, a potem razem z nimi zeszłyśmy na dół do kuchni.
- Dobra to ja rozłożę przekąski, a wy idźcie szukać filmów. - powiedziałam.
- To ja idę szukać filmów z Mary i El - uśmiechnęła się Perrie.
- A ja Ci pomogę. - odparła Dani.
- Spoko. - uśmiechnęłam się.
Dziewczyny poszły do salonu, a my zaczęłyśmy rozkładać jedzenie do oddzielnych misek. Jakieś żelki, m&m's, chipsy, cukierki. Rozlałyśmy napoje do dzbanków i wyciągnęłyśmy pięć kubków.
- Soph, stało się coś prawda? - zaczęła Dani.
- Nie, dlaczego tak myślisz? - zapytałam.
- Czuję, że coś jest nie tak. Widzę to w Twoich oczach. Są jakieś bez życia, bez tej niesamowitej iskierki, którą zawsze miałaś. - powiedziała Danielle.
Spojrzałam na nią i usiadłam przy kuchennym blacie.
- Powiem Ci, ale najpierw chodź zanieśmy dziewczynom to jedzenie i picie ok?
- Jasne. - posłała mi uśmiech.
Zaniosłyśmy dziewczynom jedzenie. One dalej szukały jakiegoś fajnego filmu. My natomiast wróciłyśmy do kuchni i usiadłyśmy, jak ja wcześniej, przy blacie. Naprzeciwko siebie.
- Więc co jest? - zapytała Danielle.
- Chodzi o Harry'ego, coś było nie tak. Chciał mi powiedzieć o co chodzi, ale widać było, że nie może o tym powiedzieć ani słowa. No i powiedział, że boi się, że przez to nasz związek się skończy.
- Co?
- No może nie powiedział dosłownie, że się skończy, ale ja to jakby odczytałam, odczułam w tym jak się zachowuje i to co mówi.
- Boże, Sophie. A co mówił? Podaj jakiś przykład.
- No przykładowo, mniej więcej tak, nie ważne co mówią inni, pamiętaj,że byłaś, jesteś i będziesz dla mnie najważniejsza. Pamiętaj, że jesteś tą jedyną i tylko Ciebie kocham.

- Nie dziwię się, że czujesz się źle. Też bym tak się czuła, gdyby Liam mi tak powiedział. Coś jest na rzeczy, niestety. - posmutniała Dani.
- Dziewczyny! Co z Wami? Już leci! - krzyknęła Maryśka.
- Już, zaraz idziemy! - krzyknęłam.
Spojrzałam na Danielle. Intensywnie myślała. Gdy uniosła wzrok powiedziała:
- Jesteśmy przyjaciółkami. Zaufaj mi, nikomu nie powiem. To zostanie między nami.
- Ufam Ci, dlatego nie mówiłam słynnych słów: "tylko nikomu nie mów". - zaśmiałam się.
- No tak. Cieszę się, że się ze mną tym podzieliłaś. Mam nadzieję, że będzie Ci lżej na sercu. - przytuliła mnie. - A teraz już chodźmy oglądać. - zaśmiała się.
- Jasne. - posłałam jej uśmiech.
Poszłyśmy do salonu i zajęłyśmy miejsca obok siebie. Dziewczyny oglądały The Notebook. Jeden z najbardziej romantycznych filmów świata. Jeden z moich ulubionych. Po skończonym filmie wszystkie wyglądałyśmy jak po krojeniu cebuli. Zapłakane.
- Nie no, tak nie może być. - powiedziałam. - Dziewczyny. Musimy jakąś komedię teraz obejrzeć, bo inaczej będziemy ryczały all day all night. - zaśmiałam się przez łzy.
- Racja Soph. - powiedziała Perrie. - Chwila, zaraz coś znajdziemy. - mówiąc to wstała i podeszła do naszej kolekcji filmów.
- Może jaki film animowany. - powiedziała w końcu Eleanor pociągając nosem. - Przykładowo Shrek. Co wy na to dziewczyny? - uśmiechnęła się.
- Bardzo dobry pomysł. - zaśmiała się Maryśka.
- Zgadzam się. - dodała Dani.
- Ja również. - powiedziałam.
- Ok, w takim razie szukam. - zaśmiała się Perrie.
- Tam jest Shrek na 100% - powiedziała Maryśka.
- Mam, znalazłam. - Perrie wzięła płytę i włożyła ją do odtwarzacza. Po czym usiadła na swoim miejscu, a Maryśka nacisnęła na pilocie play.
Mimo że każda z nas oglądała ten film po raz setny, śmiałyśmy się jak małe dziewczynki, które widzą tą bajkę po raz pierwszy w życiu. Zdecydowanie bohaterowie tej bajki potrafią poprawić humor. Później jeszcze oglądnęłyśmy kilka odcinków Glee i około 2 nad ranem poszłyśmy spać. Kładąc się do łóżka spojrzałam na telefon, który cały czas był w pokoju. Dostałam sms'a od Harry'ego.

Od: Harry .xx
Dobranoc Skarbie. Słodkich snów. Kocham Cię .xx
I już tęsknię... ;(

Do: Harry .xx
Też tęsknię... ;( Dobranoc. Kocham Cię .xx

Zamknęłam oczy i zasnęłam. Przebudziłam się bardzo wcześnie, ze względu na całonocne koszmary. Nie mogłam już dłużej spać. Spojrzałam na zegarek. Była dopiero 7 rano. Masakra. Spałam niecałe pięć godzin i nie chce mi się już spać. Dziwne. Wstałam i poszłam do łazienki się odświeżyć. Przed 8 zeszłam na dół i zabrałam się za szykowanie śniadania. Nawet nie zauważyłam, jak do kuchni weszła Danielle. 
- Nie możesz spać, co Soph? - powiedziała, a ja dopiero wtedy ją zauważyłam.
- No, jakoś nie mogę. - spuściłam głowę. - A Ty już wstałaś? - zapytałam podnosząc wzrok.
- Właściwie, to też od godziny już nie śpię. Przyznam się, że zastanawiałam się nad tym, o czym mi wczoraj powiedziałaś. 
- I co wywnioskowałaś?
- Wydaje mi się, niestety, że jest coś na rzeczy. 
- Też mi się tak wydaje.
- Tylko wiesz co jeszcze mi się wydaje? - zapytała Dani.
- Co?
- Wydaje mi się, że to wszystko, co może się stać jest wymuszone na nim, że on musi to robić. Ich menagment to przecież Modest, oni mają różne idiotyczne pomysły. 
- Myślisz?
- Tak myślę. Więc jeżeli coś będzie, to starałabym się do tego podejść z dystansem, chociaż wiem, że nie będzie to łatwe, szczególnie, gdy dana sytuacja, dana sprawa dotyczy swojej osoby. No nie?
- Dokładnie. Masz rację. 
- O czym tak rozmawiacie? - weszła do kuchni zaspana Maryśka.
- Zastanawiamy się, co zrobić na śniadanie. - odpowiedziała momentalnie Danielle z uśmiechem na twarzy, po czym spojrzała na mnie, a ja powiedziałam tylko nieme DZIĘKUJĘ, na co ona odpowiedziała NIE MA ZA CO.
- Mhm. - ziewnęła Maryśka. - I co wymyśliłyście? 
- Zdecydowałyśmy, że zrobimy naleśniki z sosem czekoladowo-truskawkowym i bitą śmietaną. Pasuje? - zaśmiała się Danielle.
- Mniam. - powiedziała Maryśka. - Pomóc wam w czymś? 
- Może lepiej nie, bo Ty jeszcze się nie obudziłaś. Idź do salonu, poleż sobie jeszcze. - powiedziałam. 
- Dokładnie Mary, bo coś słabo wyglądasz. - dodała Dani. 
- W zasadzie słabo się czuję, więc macie racje. Idę się jeszcze położyć. 
Zaczęłyśmy przygotowywać przepyszne śniadanie. Przed 9 wszystko było gotowe, a do kuchni, zwabione wonią naleśników, przyszła także Perrie, a za nią Eleanor. 
- Mmm... - zaczęła Perrie - Tak pachniało u góry, że stwierdziłam, iż muszę zejść na dół, bo mój brzuch zaczął domagać się śniadania.
- Tak samo mój. - zaśmiała się Eleanor. 
- W takim razie siadajcie. - uśmiechnęłam się.
Dani rozlała napój do szklanek i podała każdej, po czym resztę napoju na dolewkę położyła w dzbanku na blacie. Ja ułożone na talerzach naleśniki ozdobiłam bitą śmietaną i polałam sosem, po czym podałam każdej talerz i sama usiadłam przy blacie ze swoją porcją. Po zjedzonym śniadaniu dalej siedziałyśmy i rozmawiałyśmy na różne tematy.
- Dobra. - zaczęła Perrie. - Z tego względu, że wy dwie, moje wspaniałe, napracowałyście się przy śniadaniu, to ja po nim posprzątam. - uśmiechnęła się.
- Ja Ci pomogę. - powiedziała chętnie Eleanor.
- Ja ewentualnie też. - zaśmiała się Maryśka. 
- Spoko. Nam to pasuje, prawda Dani? 
- Oczywiście. - zaśmiała się Danielle. - Skoro chcecie sprzątać, to ja się nie będę wtrącała. 
- Dobrze. Idźcie sobie odpocząć, a my tutaj posprzątamy. - powiedziała Perrie. 
Poszłyśmy do salonu, gdzie rozłożyłyśmy się na sofie i włączyłyśmy TV.
Dziewczyny zostały tylko do obiadu, później musiały jechać do siebie. Dani musiała iść na trening, Perrie miała jakiś wywiad, a Eleanor musiała wracać do Manchester'u, bo od jutra zaczynają się jej egzaminy półroczne. Nam w sumie też. Przez najbliższe trzy tygodnie będziemy miały po dwa egzaminy w tygodniu. W sumie tylko po to będziemy chodziły na uczelnię, na nic innego, bo przed świętami są już tylko egzaminy, a normalne zajęcia drugiego semestru zaczną się dopiero po 6-tym stycznia. Nie mam na nic siły, ale trzeba się zmobilizować i zacząć przygotowywać. 


***

Tygodnie mijały jak szalone. Wszystko przez te egzaminy. Na szczęście zaliczałyśmy każdy w terminie zerowym bez poprawek. Jeszcze został nam tylko jeden egzamin z fortepianu, który właśnie dzisiaj się odbędzie. Musimy na niego znać wszystkie siedem utworów, których uczyliśmy się w tym semestrze, a na egzaminie wybiorą nam jeden do zagrania. Prawda jest taka, że jest mi obojętne, co dostanę. Wszystkie mi się podobały, wszystkie lubiłam tak samo. Pojechałyśmy na uczelnię. Mimo że jadąc tu nie byłyśmy wcale zestresowane, po wejściu można było odczuć ogromne napięcie, które spowodowało mimowolny stres. Patrząc na tych wszystkich przerażonych studentów ogarniała nas jeszcze większa panika. 
- Zośka, ja nie dam rady. - powiedziała nagle Maryśka.
- Co Ty gadasz! - krzyknęłam. - Nawet tak nie mów. Pięć egzaminów masz już za sobą, a ten, jeden z najprostszych Cię stresuje? Maryśka, coś Ty!
- No wiem, ale zobacz na nich. Jacy zestresowani. 
- Ale Ty nie jesteś żadną z nich. Ty jesteś Maryśka Olechowicz. Ty zawsze dajesz radę, bo jak nie Ty to kto? - zaśmiałam się, ten tekst zawsze nas podnosił na duchu.
- Masz rację. Jestem Maryśka Olechowicz i ja dam radę. - uśmiechnęła się. - Tak samo Ty, Zosiu Antynowicz dasz radę, bo kto jak nie Ty! - zaśmiała się. 
- Dokładnie. Ja, Zośka Antynowicz również dam radę. Pokonam własny strach. 
Złapałyśmy się za ręce i usiadłyśmy pod ścianą. 
- Miss Antynowicz, please to the exam room. - powiedział egzaminator. 
- No dajesz Zośka, dasz radę. - uśmiechnęła się Maryśka. 
Weszłam na salę egzaminacyjną i zajęłam miejsce przy fortepianie. Ustawiłam sobie krzesełko, bo ono jest najważniejsze i następnie czekałam na nazwę wylosowanego dla mnie utworu. 
- Miss Antynowicz, for you to play Etiuda es-moll. Are you ready?
- Yes. - powiedziałam i odetchnęłam z ulgą. Chyba lepiej nie mogłam trafić.
Zaczęłam grać i po około pięciu minutach skończyłam utwór. Wstałam i stanęłam przed komisją egzaminacyjną, która coś sprawnie zapisywała w moim indeksie.
- Miss Antynowicz, congratulations, you got an A.
- Thank you so much. - odpowiedziałam i wzięłam swój indeks i z radością wyszłam z sali, przed którą stała Maryśka.
- I jak? - zapytała.
- Dostałam szósteczkę. - zaśmiałam się.
- Super. - uśmiechnęła się. - A co grałaś?
- Etiudę es-moll.
- Mhm. Mam nadzieję, że ja jej nie dostanę. Ja chcę Etiudę As-dur.
- No to może ją dostaniesz.
Około pół godziny później wyszedł po raz wtóry egzaminator i powiedział:
- Miss Olechowicz, please to the exam room.
- Życz mi szczęścia. - powiedziała Maryśka.
- Szczęścia kochanie. Dasz radę.
Jeszcze tylko spojrzała na mnie i zacisnęła kciuki. Zrobiłam to samo. Gdy drzwi sali się zamknęły zaczęłam się modlić, żeby jej wyszło. Siedziałam z zamkniętymi oczyma, nie zważając na to co dzieje się wokoło.
- Soph. - powiedział znajomy głos. Otworzyłam oczy. Przede mną stała Alice.
- Hej Alice. Już po egzaminie?
- Tak. Przecież jestem na literkę C.
- A no, faktycznie. - uśmiechnęłam się.
- A Ty?
- No ja też, bo ja przecież na A jestem. - zaśmiałam się.
- A Mary?
- Właśnie teraz jest na sali. Zaraz powinna skończyć.
- To może poczekam z Tobą, bo tak sama tutaj siedzisz.
- Spoko, spoko. Możesz ze mną czekać, jeżeli chcesz. - uśmiechnęłam się.
Usiadła koło mnie i rozmawiałyśmy ze sobą do momentu, gdy z sali egzaminacyjnej wyszła Maryśka. Nie miała zbyt szczęśliwej miny. Czy to znaczy, że nie zaliczyła? Przecież to nie możliwe. Jestem pewna, że aktorzy.
- I jak Mary? - zapytała Alice.
- Hmm. Do kitu. - wydukała.
- Nie zdałaś? - zdziwiła się Alice. - Jak to?
- No normalnie.
Nic nie mówiąc wstałam i wyciągnęłam z jej dłoni indeks.
- Ej no Zoś! - krzyknęła Maryśka.
- No co? Nie wierzę w to co gadasz, więc muszę sprawdzić. - wytknęłam jej język.
Znalazłam stronę i przeczytałam. Dostała szóstkę, jak ja, ale aktorzyła, że niby nie.
- Kłamczucha. - zaśmiałam się.
- No co?! Nie można potrzymać kogoś w napięciu? - wytknęła mi język.
- Jak widzisz, mnie nie oszukasz. - uśmiechnęłam się.
- A mnie wkręciła. Kurde no. - zaśmiała się Alice. - Dobra dziewczyny, ja muszę uciekać, bo wyjeżdżam dziś z rodzicami do dziadków na święta.
- Łeee. - powiedziałam - Myślałam, że gdzieś pójdziesz z nami, a Ty nie możesz. No dobra. W takim razie wesołych świąt i szczęśliwego nowego roku.
- Wzajemnie dziewczyny.
Przytuliłyśmy się i pożegnałyśmy z Alice, a same poszłyśmy najpierw do domu się przebrać, a następnie pojechałyśmy na zakupy, bo przecież trzeba było kupić jakieś prezenty dla wszystkich. Po zakupach, około godziny 6pm wróciłyśmy do domu. Udało się nam kupić prezent każdemu. Zmęczona poszłam się odświeżyć do pokoju. Przed 7pm poszłam na chwilę do Marysi. Nie pukając weszłam do środka. Siedziała przed laptopem z przerażoną miną.
- Co jest Maryś? - zapytałam.
- Nie nic.
- Jak nic, skoro widzę, że coś się stało.
Podeszłam do niej i nachyliłam się przed laptopem. Widziałam jak Marysia próbuje zamknąć tą stronę, ale niestety jej się nie udało, nie zdążyła.
- CO?! - oniemiałam.
- Właśnie sama się zastanawiam o co chodzi... - powiedziała ze smutkiem Maryśka.
- Przecież.. Ale, że jak przestał być singlem? To on nie powiedział wtedy w radiu o nas?!
- Na to wygląda.
- Nie no, nie wierzę. - powiedziałam - W czym ona jest lepsza ode mnie? Co ma Swift, czego ja nie mam?
- Zoś..Ty jesteś idealna, ona nie. Może to tylko fotomontaż. Nie wiesz.
- Fotomontaż? Proszę Cię. Popatrz na zakładkę u góry. Harry Styles and Taylor Swift in the Park. Kliknij na to.
Jak prosiłam, tak zrobiła. Otworzyły nam się kolejne zdjęcia. Nawet z Lux i Lou.
- I Ty mówisz mi, że to fotomontaż? Proszę Cię. Nie wierzę w to! Kiedy oni wracają?
- W niedzielę, czyli za trzy dni.
- Właśnie. Dobrze się składa. Pojadę jutro do Holmes Chapel dam im prezenty na święta. Jedziesz ze mną?
- Jasne. Pojadę.
- Dobra, a teraz idę spać. To mi na pewno poprawi samopoczucie.
Poszłam do pokoju i padłam na łóżko. Nie chciałam o tym myśleć. Wolałam zapomnieć. Zamknęłam oczy i zasnęłam. Nazajutrz rano wstałam i poszłam do łazienki, gdzie wzięłam gorącą kąpiel. Później ubrałam się, zeszłam na dół i zjadałam śniadanie. Wróciłam na górę, zapakowałam prezenty dla Anne, Gemmy i Joe'go. Wyszłam znowu z pokoju i zeszłam na dół, gdzie czekała na mnie już Maryśka. Zamknęłyśmy dom i pojechałyśmy do Holmes Chapel. Na miejscu czekały już na nas dziewczyny. Przywitałam się z nimi i weszłam z nimi do domu. Wręczyłam im prezenty świąteczne, a Anne zapytała się:
- Dlaczego tak wcześnie? Przecież mieliście przyjechać po wigilii.
- Tak, ale coś się stało.
- Co takiego?
Spojrzałam na Maryśkę, potem na Gemmę, która wyglądała jakby już o wszystkim wiedziała.
- Może usiądziemy. - zaproponowałam.
- Tak będzie lepiej. - powiedziała Gemma.
- Gemma masz może laptopa przy sobie? - zapytałam.
- Tak już przynoszę.
Szybko wróciła z laptopem.
- Tak właściwie. - zaczęła Gemma. - Miałam mamie to pokazać wczoraj.
- Ty wiesz o co chodzi? - zapytała zdziwiona Anne.
- Tak.
- To może Gemma, otwórz tą stronę i pokaż, bo ja wolę o tym nie mówić.
- Jasne. - mówiąc to otworzyła stronę.
Gdy Anne zobaczyła zdjęcia jej syna z Taylor, trzymających się za ręce i udających szczęśliwą parę, zamurowało ją. Spojrzała na mnie i powiedziała:
- Dlatego nie chcesz przyjechać w pierwszy dzień świąt.. całkowicie Cię rozumiem. Nie rozumiem jednak zachowania mojego syna. Przepraszam Cię najmocniej skarbie za niego. Wiedz, że dla mnie Ty jesteś i będziesz jego dziewczyną, no i później moją synową. - zaśmiała się lekko.
- Wiem Anne. Jednak sama widzisz, co się stało. Poza tym, tytuł jednego z nagłówków Harry Styles is not SINGLE any more. Przecież on nie był singlem, czyli wychodzi na to, że nie powiedział o nas, dwa miesiące temu w radiu.
- No na to wychodzi. Dziwne. Jeszcze przed wyjazdem zapewniał mnie, że kocha tylko Ciebie, a tu proszę. Boże, co z tym chłopakiem się stało. Co ten świat z nim zrobił. Nie tak go wychowałam.
- Z pewnością.
- Soph. - zaczęła Gemma - Mam nadzieję, że nie zerwiesz z nami kontaktu.
- Coś Ty! Nigdy. Kocham Was jak własną rodzinę i nigdy nie przestanę.
- To dobrze. Ale nie podejmuj też pochopnych wniosków jeżeli chodzi o te wszystkie artykuły. Nie jestem w 100% pewna, czy Harry mógłby tak postąpić. Zrobisz to dla mnie?
- Postaram się Gemma, jednak to nie będzie łatwe.
- Nie dziwię się.
Po obiedzie ruszyłyśmy w drogę powrotną do Londynu. Pogoda była paskudna, padał śnieg, co na Londyn było fenomenem. Gdy wróciłyśmy do domu było już późno, bo nie jechałam zbyt szybko, bo nie miałam zimowych opon, muszę je jutro zmienić. Nie chciałam o niczym z nikim rozmawiać. Poszłam więc do pokoju i zajrzałam na telefon. Trzy sms'y nieodebrane, na które od razu odpowiadałam.

Od: Dani .x
Kochanie, spotkajmy się. Wiem, że teraz źle się z tym czujesz.
Jestem w szoku. Kocham. Xx

Do: Dani .x
Ja też jestem w szoku. Możemy się spotkać jutro. Kocham .xx

Od: Pezz .x
Boże, Sophie, o co z tym chodzi? Jak to? XX

Do: Pezz .x
Sama nie wiem... <bezradny> .xx

Od: El .x
Jak tylko to zobaczyłam od razu zadzwoniłam do Lou.
Jednak on powiedział, że teraz nie może rozmawiać..
Współczuję Ci kochanie. XXx

Do: El .x
Też chcę znać prawdę. Niepokoi mnie to bardzo. 
Dzięki za współczucie .xx

Miło, że się o mnie martwią. Jednak moja bezradność w tym przypadku sięgnęła już zenitu. Nie wiem dlaczego to zrobił, po co, czy ktoś go tego zmusił, czy było to z własnej nieprzymuszonej woli. Nie wiem. Mam jednak nadzieję, że się dowiem. 

***

Dani przed momentem napisała mi, że chłopcy właśnie wrócili, bo dostała sms'a od Liam'a. Napisała też, że Niall i Harry mają zamiar zaraz do nas przyjechać. I co ja teraz zrobię?! Cholera. Gdy zadzwonił dzwonek do drzwi zatrzęsłam się cała. Słyszałam siedząc w salonie, jak Marysia schodzi po schodach i podchodzi do drzwi, by je otworzyć. 
- Cześć kochanie! - słychać było słowa Niall'a. 
- Hej skarbie. - mówiła Maryśka. 
- Cześć Mary. - usłyszałam w końcu głos Harry'ego.
Maryśka jednak nie odpowiedziała. Była na niego wściekła.
- Wchodźcie. - powiedziała krótko. 
Gdy tylko zamknęła drzwi Harry powiedział:
- Gdzie Sophie?
- A czego chcesz od niej? - zapytała oschle Maryśka. 
- Chcę porozmawiać. Nie rozumiesz?
- Myślisz, że ona chce Cię widzieć po tym co jej zrobiłeś?
- Pewnie nie. - powiedział. 
Czułam jak do moich oczu zaczęły napływać łzy. Wstałam jednak i spojrzałam w ich stronę. Harry spojrzał na mnie i podszedł szybkim krokiem. Za nim podbiegła Marysia z Niall'em.
- Sophie. 
Nic nie powiedziałam. Patrzyłam na niego jedynie zeszklonymi oczami, a co jakiś czas spływała po moim policzku łza. 
- Ja nie mogłem inaczej. - powiedział patrząc mi głęboko w oczy. - Do niczego nie doszło, to tylko głupie trzymanie się za ręce. Nic więcej. 
- Serio? - parsknęłam śmiechem. - A od jakiego czasu nie jesteś singlem? Od momentu jak zacząłeś ze mną chodzić, czy z Tay?
- Sophie. Oczywiście, że z Tobą. 
- To czemu do jasnej cholery nie powiedziałeś o tym wtedy w radiu, jak zamierzałeś? Ja głupia nie zorientowałam się, że tego nie zrobiłeś, mimo że nie trzymałeś mnie za rękę jak byliśmy na spacerze, czy jak szliśmy do klubu. Jaka ja jestem głupia. Masakra. Tyle udawania. Po co?
- Musiałem. Przepraszam. 
- Musiałeś? Kto mógłby Cię do tego zmusić. Może musiałeś też udawać to, że mnie kochasz, co?
- Tego nigdy nie udawałem. 
- Dobra Harry, nie tłumacz już się. Wyjdź stąd. Ja muszę sobie to poukładać. Tyle kłamstw.. W co ja się wpakowałam. Po jaką cholerę mnie rozkochałeś w sobie? Tylko to potrafisz. Rozkochać i zostawić. Zejdź mi z oczu. Z nami koniec. 
- Ale, Sophie..
- Słyszałeś co powiedziała. - odparła Maryśka. - Znikaj stąd. Proszę Cię Harry, jeżeli ją kochasz, to nie pogarszaj sytuacji. 
- Mary o co chodzi? - zapytał skołowany Niall.
- To Ty nic nie wiesz? - zapytała zdziwiona.
Spojrzałam jak Maryśka stoi z nimi obok drzwi wyjściowych. 
- No nie, nie mam pojęcia o co chodzi. Mógłby mi ktoś to wytłumaczyć - mówił dalej Niall. 
- Niech Ci Harry wytłumaczy. A teraz Niall, Ty też wyjdź z nim. Ja muszę pobyć teraz z Sophie. Proszę Cię Niall, kocham Cię, ale dziś nie spędzimy ze sobą czasu. Wybacz. - kończąc wypowiedź pocałowała czule blondyna i otworzyła im drzwi. 
- Pa. - powiedzieli niechętnie. 
- No pa, pa. - odpowiedziała Maryśka i zamknęła drzwi. 
Zdziwiło mnie to, że Niall kompletnie nie wiedział o co chodzi. Czyżby o tym nie wiedział nikt prócz Harry'ego i menagmentu? Marysia podeszła do mnie i objęła mnie ramieniem. Tak spędziłyśmy resztę dnia. Gdy weszłam do pokoju i wzięłam swój telefon na ekranie widniało mnóstwo nieodebranych połączeń od Harry .xx Nie chciałam z nim rozmawiać, dlatego położyłam się spać. 

***

Dziś Sylwester, przychodzi do nas na pewno Niall, a także Dani i Liam oraz Lou i Eleanor. Harry też miał przyjść, ale nie wiem co się stało. Przez święta przemyślałam wszystko i przeanalizowałam każdy szczegół. Ostatecznie stwierdziłam, że może poniosło mnie i prawda jest taka, że nic takiego strasznego nie zrobił. Jednak jeszcze mu tego nie powiedziałam, miałam zamiar powiedzieć mu wraz z wybiciem północy i rozpoczęciem się Nowego Roku, ale chyba będę musiała to zrobić telefonicznie, skoro go nie będzie. Prawda jest taka, że nikt nie wie, gdzie on jedzie i co tam będzie robił. 
Przed 6pm zaczęli się schodzić. Impreza jest bardzo kameralna. Jak już wspomniałam tylko ja, Marysia, Dani, Eleanor, Niall, Liam i Lou. Cóż. Włączyłyśmy muzykę, rozłożyłyśmy przekąski i jedzenie i zaczęliśmy świętować.
- Kochanie i jak z Harry'm? - zapytała Dani. 
- Prawda jest taka, że miał tu być dziś, ale napisał tylko, że nie może, a miałam mu powiedzieć, że w sumie zbyt emocjonalnie podeszłam do sprawy i chyba ją zbytnio wyolbrzymiłam i tam jakieś trzymanie się za ręce nie jest od razu zdradą.
- No tak, racja. Powiem Ci, że chłopaki kompletnie nie mieli o tym pojęcia. Jak zapytałam się Liam'a o co chodzi to musiałam mu pokazać zdjęcia, na które patrzył z niedowierzaniem i sam zastanawiał się, czy to nie fotomontaż.
- Coś Ty? W sumie Niall jak przyszedł tutaj wtedy z Harry'm też był tym wszystkim, że tak powiem zaskoczony, po prostu kompletnie nie wiedział o co chodzi. 
- Może to wina Modest. Mówię Ci, oni za tym muszą stać. 
- Pewnie masz rację. 
Wróciłyśmy do zabawy. Lou zaprosił mnie do tańca.
- I co postanowiłaś w sprawie z Harry'm?
- Myślę, że mu wybaczę, bo chyba zbyt pochopnie postąpiłam. Wiesz emocje wzięły górę. Przecież trzymanie za rękę to nie zdrada. 
- No dokładnie. Super. Cieszę się, że tak postanowiłaś. Prawda jest taka, że my kompletnie sami nie wiemy o co chodzi. El nie chciała mi wierzyć, że o niczym nie wiedziałem. 
- Proszę Cię, też bym nie wierzyła. Jesteście w jednym zespole, poza tym jesteście przyjaciółmi i nic nie wiecie. 
- Widocznie nie mieliśmy o tym wiedzieć. Ta sprawa jest podejrzana. 
- Na to wygląda. - zaśmiałam się. 
Zabawa była bardzo udana. Graliśmy trochę w twister'a, trochę w nogę na playstation, oglądnęliśmy jakiś film. Gdy wybiła północ zaczęliśmy składać sobie życzenia. Chciałam zadzwonić do Harry'ego, ale nie mogłam się z nim połączyć. Po kilku próbach zrezygnowałam i wróciłam do zabawy. 


~Harry~

Zrobiłem największy błąd w moim życiu. Teraz to wiem. Jestem pewny, że ten pocałunek został nagrany, albo sfotografowany. Tak przecież miało być. Tak zarządził Modest. Ja miałem być tylko wykonawcą ich żądań. Byłem marionetką, z którą robili co chcieli, bo nie potrafiłem się sprzeciwić. Mówili zawsze: To dla dobra zespołu. Straciłem wszystko co mogłem mieć, teraz chyba już na zawsze. Jak Sophie zobaczy to zdjęcie, to już będzie ostateczny koniec. Tuż po pocałunku z Taylor zadzwonił do mnie Lou, także wiem, co zaprzepaściłem. 

- Siema stary! Gdzie Ty jesteś w ten Nowy Rok? Przecież miałeś być tu z nami w Londynie. Mam dla Ciebie chyba dobrą wiadomość bro. - powiedział Lou. 
- Jestem w Ameryce. 
- A co Ty tam robisz? Sam się bawisz?
- Właściwie to nie sam. Lou Lou, co to za dobra wiadomość? - zapytałem.
- Sophie stwierdziła, że chyba zbyt pochopnie postąpiła, wiesz emocje wzięły górę, a przecież trzymanie za rękę to nie zdrada, dlatego ma zamiar do Ciebie zadzwonić i powiedzieć Ci o tym, że między Wami będzie znowu wszystko ok.
Zatkało mnie. Mógłbym być znowu szczęśliwy, ale nie, musiałem się pocałować ze Swift. Moje życie jest do dupy. Czemu ja słuchałem Modest? No tak przecież to wszystko dla dobra zespołu. Pamiętam.
- Jesteś tam Curly? - zapytał Lou.
- Jestem, jestem. Sorry, ale zdziwiłeś mnie tą informacją.
- Mam nadzieję, że oczywiście zdziwiłem Cię pozytywnie.
- No jasne. Dzięki. Szczęśliwego Nowego Roku!
- Pewnie, że Szczęśliwego!! Dobra ja kończę, bo muszę do mamy zadzwonić. Buziaki Curly! Wracaj!
- Pa. Pozdrów mamę.
- Spoko. Pa.

Teraz już wiedziałem, że wszystko skończone. Już na pewno mi nie uwierzy, że to wszystko jet ustawione, że Modest mnie do tego zmusił. To już koniec mnie i Sophie... koniec nas. Jedyne co mi może pomóc to, to że Paul by się do tego przyznał, ale w to wątpię. Usiadłem na łóżku w pokoju hotelowym i myślałem co teraz będzie. Co ja teraz zrobię? Jak ja jej spojrzę w oczy. Przecież ona mi nie uwierzy. Nie dziwię się jej wcale. 
Wyłączony telefon włączyłem na nowo. Mnóstwo wiadomości, a także te upragnione nieodebrane połączenia od Sophie .xx

***

Zdjęcie z pocałunku ze Swift w błyskawicznym tempie obiegło świat. I zapoczątkowało przeogromną wrzawę nie tylko wśród fanów, ale i przyjaciół. Sophie się do mnie już nie odezwała co świadczyło o tym, że widziała filmiki i zdjęcia. Chłopcy pisali do mnie sms'y typu: O co z tym chodzi do cholery? czy Wytłumacz się Styles, co Ty najlepszego robisz?. Nie wiedziałem, co mam im odpisać. Dopóki fanki nie zaczęły grozić śmiercią Swift menagment nie reagował, jednak wszystko zmieniło się, gdy ten udawany związek był najgłupszym ich pomysłem, bo fanki zaczęły nie tylko hejtować Swift, ale i odchodzić z fandomu Directioners. 
- Harry. - zaczął Paul - Dziś zerwiesz ze Swift. To nie ma sensu.
- Naprawdę?! Dopiero teraz to widzisz?! Zrujnowałeś mój prawdziwy związek! Nie dałeś mi możliwości, nawet zakazałeś mówić mi o Sophie wtedy w radiu, bo to niby miało być dla dobra zespołu. Wszystko co miałem robić, według Ciebie było dla dobra zespołu, ale tym razem ten pomysł, nie poprawił niczego. Sam widzisz, co się dzieje.
- Nie krzycz Harry, tylko rób co Ci karzę. Mi też to narzucili. Całkiem inaczej bym was prowadził gdyby ni Modest. Zrozum, że nie mogę inaczej. A teraz weź idź i zerwij ze Swift. 
- To zrobię, bo i tak ten nasz związek był udawany. 
Byłem ze Swift niby na wakacjach. Poszedłem więc z nią w miejsce, gdzie wiedziałem, że będą fotoreporterzy nasłani przez Modest. Siedzieliśmy tam przez chwilę w milczeniu. W końcu Swift zaczęła:
- Harry powiesz mi w końcu gdzie byłeś wczoraj wieczorem?
- Niby po co mam ci się tłumaczyć? 
- Jesteś moim chłopakiem i chcę wiedzieć, co i gdzie robiłeś.
- Nie będziesz mnie kontrolować Taylor! Trochę zaufania. 
- Ale jak ja mam ci ufać skoro ty się obściskujesz z każdą dziewczyną, tak jak wtedy niby z tą swoją przyjaciółką.
- I co ci to przeszkadza? Czy ja cię zdradziłem tym przytulaniem?
- Po prostu jestem zazdrosna, czy to takie trudne do zrozumienia?
- Proszę cię, to już nie mogę się przytulić z przyjaciółką?
- No nie.
- Nie będziesz mi rozkazywała. Non stop mnie kontrolujesz jak jakiegoś dzieciaka, który nie wie, co ma robić. Zastanów się nad tym co robisz.
- Będę robiła co chcę! 
- Tak?!
- Tak.
- W takim razie ja też. Z nami koniec Swift!
- Koniec? 
- Tak.
- W takim razie koniec. Żegnam. - mówiąc to poszła do pokoju. 
Poszedłem tam za nią. Była już spakowana. Jechała na najbliższy samolot. Nie miałem nawet ochoty jej zatrzymywać. Przez nią moje życie było całkowicie rozwalone. Nie miałem nic. Miłość mojego życia, Sophie, nie uwierzy w nic co bym jej powiedział. Straciłem chęci do życia. 
Z samego rana wróciłem do Londynu. Poszedłem do swojego mieszkania i nie chciałem widzieć nikogo innego. Wolałem zostać sam. Zamknąłem mieszkanie, z barku wyjąłem butelkę wódki i zapijałem smutki. W końcu zalany w trupa padłem na sofę i zasnąłem.  





____________________________________________________________________
Czytasz - komentuj!
Jest dłuższy niż poprzedni! Tak jak mówiłam. Mam nadzieję, że się spodoba. Liczę na Wasze komentarze. Pozdrawiam .xx

piątek, 5 kwietnia 2013

Rozdział 21. Mary! Mary! How's it going between you?

~Maryśka~

Niecałe dwa tygodnie temu chłopcy wydali na światło dzienne swój drugi album "Take Me Home". Co za tym idzie? Na początku grudnia wyjeżdżają znowu do USA, żeby promować swój drugi krążek. Nie jestem, jak zwykle zbytnio szczęśliwa, wiadomo po raz kolejny będę cholernie tęskniła za moim kochanym Horan'em. Nie lubię tego, kiedy nie mogę się z nim zobaczyć. Boże, umrę jak wyjadą w trasę, która się zacznie w sobotę, kilka dni po Brit Awards, w lutym 2013 roku. Sama świadomość tego mnie przerasta. Non stop nachodzą mnie takie myśli, mimo że jeszcze nie wyleciał, mimo że jeszcze jest tutaj ze mną. Dzisiaj właśnie wybieramy się na podwójną "randkę", a raczej wypad do kina, a potem oczywiście coś zjeść. Podwójna randka, ale tym razem nie ja i Niall razem z Zośką i Harry'm, tylko ja i Niall razem z Alice i Josh'em. Zośka pojechała z Harry'm znowu do Holmes Chapel. Anne ich zapraszała, więc pojechali i wrócą dopiero w niedzielę wieczorem. Ja ten czas spędzę sobie z Niall'em, on mi wystarczy. Kończąc śniadanie posprzątałam po sobie i poszłam do pokoju się szykować, za dwie godziny przyjedzie Niall, a z Alice i Josh'em spotkamy się przed kinem, przed 3pm. Otworzyłam moją wielką szafę i jak zwykle stwierdziłam, że nie mam się w co ubrać. Załamana usiadłam na łóżku na przeciwko szafy i przyglądałam się bacznie wypełnionej w 100% szafie. Patrzałam tak w nią dobre dziesięć minut. W końcu moim oczom rzuciły się moje jasne rurki, niebiesko-biały top, na który narzucę granatową koszulę w białe kropki i jeszcze na to ubiorę czarną skórę. Wybrany strój położyłam na łóżku, a sama poszłam się sprawnie szykować do łazienki. Nie minęło więcej niż godzina, jak gotowa wróciłam do pokoju i zaczęłam się ubierać. Przed 2pm. zadzwonił dzwonek do drzwi. Zeszłam na dół i otworzyłam drzwi. Moim oczom ukazał się nie kto inny jak ukochany Nialler. Stał na przeciw mnie w swoich przeciwsłonecznych okularach i zawadiacko się uśmiechnął.
- Wpuścisz mnie do środka, czy mam tu tak stać? - zaśmiał się Irlandczyk.
- No, czy ja wiem... - zastanowiłam się
- Kotku... - powiedział Nialler.
- Co? Mówiłeś coś?
- Tak, Kotku, wpuść mnie. - powiedział znowu.
- No dobra, wchodź. - zaśmiałam się i wpuściłam go do środka.
Wszedł i zamknął za sobą drzwi. Później złapał mnie od tyłu, obrócił w swoją stronę i pocałował bardzo namiętnie.
- Horan, coś Ty, tak się stęskniłeś, że tak mnie całujesz?
- A co, nie podobało się? - zapytał zdziwiony.
- Wręcz przeciwnie kochanie, było super.
- No, to ja rozumiem. - zaśmiał się i powtórzył pocałunek.
Gdy oderwaliśmy się od siebie zerknęłam na zegarek, było trochę po 2.
- Skarbie musimy jechać, bo się spóźnimy.
- Dobrze Kotku. Ubieraj się, ja idę odpalić auto.
- Ok.
Szybko się ubrałam, zamknęłam dom i pobiegłam do samochodu. Weszłam do środka, a Niall ruszył w stronę kina. Na miejsce zajechaliśmy tuż przed 3pm i jedyne co mogliśmy zrobić, to szybko się przywitać i biec do kina, bo równo o 3 rozpoczynał się seans. Kupiliśmy w pośpiechu bilety i weszliśmy na salę. Film
trwał dwie godziny. Po wyjściu z sali kinowej czekały już na Niall'a tłumy fanek. Nie chcąc zostać poturbowana odeszłam na bok z Alice i Josh'em, chociaż on zaraz musiał podejść do Nialler'a, bo fanki też chciały z nim zdjęcie. Po około piętnastu minutach ruszyliśmy do Nandos, bo gdzie indziej chciałby iść Niall. W drodze do Nandos robiliśmy sobie zdjęcia, oprócz tego co jakiś czas musieliśmy się zatrzymywać, bo non stop jakieś fanki chciały zdjęcie, autograf. No wiem, narzekam. Zawsze będę narzekała, niestety. Rozumiem to, że dziewczyny, bardzo chcą chociaż dotknąć swojego idola i serio nie
mam im tego za złe, ale to przecież normalne, że mnie to męczy. Po długo trwającej drodze doszliśmy do Nandos, gdzie zamówiliśmy dużoooo jedzenia, nie tylko ze względu na Nialler'a, ja też lubię sobie dobrze zjeść. Po dwóch godzinach siedzenia, gadania i jedzenia w Nandos postanowiliśmy przejść się jeszcze na spacer. Niestety Alice i Josh nie mogli już z nami iść, bo mieli coś jeszcze do załatwienia, dlatego poszliśmy sami. Słońce miało się już ku zachodowi i nadawało przepiękne barwy na horyzoncie. Szliśmy bardzo powili trzymając się za ręce. Wiedziałam, że ta chwila może szybko się skończyć, bo w każdej chwili mogą przed nami pojawić się fanki. Oczywiście się nie pomyliłam. Kilka minut później pojawiła się przed nami grupka dziewczyn, w wieku mniej więcej 13-15 lat.
- Hi Niall! - krzyknęła jedna.
- Hello! - odpowiedział Niall.
- Umm. - zaczęła druga - If it won't be a problem, can we take a photo with you?
Niall spojrzał na mnie, a ja kiwnęłam głową na tak. Nie wiedziałam, dlaczego się mnie pyta. Nigdy tego nie robił.
- Sure. - uśmiechnął się i zaczął pozować do zdjęć.
- Shame, that we can't have a photo together. - usłyszałam jedną dziewczynę.
Spojrzałam na nią i powiedziałam.
- I can make you a photo with Niall. - uśmiechnęłam się.
- Really? - zapytały wszystkie.
- Yeah, sure. - mówiąc to wzięłam ich aparat i zrobiłam im wspólne zdjęcie z Niall'em.
- Thank you so much, Mary. You're cool. - powiedziały dziewczyny i pożegnały się z nami.
Złapaliśmy się znowu za ręce i ruszyliśmy w powrotną drogę. Przez chwilę szliśmy w ciszy. Spoglądając na Niall'a widziałam, że się z czegoś non stop cieszy.
- I co się tak cieszysz? - zapytałam.
- Cieszę się, że tak zrobiłaś.
- Że niby jak?
- No, byłaś dla nich taka miła. Na pewno to doceniły.
- Wiesz, one też były miłe, to ja też byłam.
- Mimo wszystko, dziękuję Kotku. - uśmiechnął się i pocałował mnie w policzek.
Robiło się coraz chłodniej, cóż listopad, to przecież normalne. Gdy doszliśmy do samochodu wsiedliśmy szybko do środka i ruszyliśmy w stronę mojego domu. Na miejsce dotarliśmy trochę po 9pm. Weszliśmy do domu i wchodząc do salonu klapnęliśmy na sofie.
- Zostajesz na noc? - zapytałam.
- Jeżeli chcesz. - zaśmiał się blondyn.
- Możesz zostać. - wytknęłam mu język.
- W takim razie zostanę. - mówiąc to objął mnie i włączył TV, gdzie leciał jakiś film.
Film ciągnął się dla mnie w nieskończoność i nawet nie wiem kiedy zasnęłam.

***

Obudziłam się koło 9 w swoim łóżku. Mmm, czyli przyniósł mnie na górę. Oo, urocze. Drzwi pokolu były uchylone. Z dołu dochodził bardzo przyjemy zapach. Wstałam z łóżka, wsunęłam nogi w kapcie i zarzuciłam na ramiona bluzę. Zeszłam na dół. W kuchni paradował Horan pogwizdując do piosenki "Kiss You", która właśnie leciała w radiu.
- A Ty co tak tańcujesz kochanie? - zaśmiałam się, a blondyn momentalnie spojrzał w moją stronę i się uśmiechnął. Tanecznym krokiem podszedł do mnie i złapał mnie za rękę.
- Teraz i Ty będziesz tańcowała. - uśmiechnął się Niall.
Nogi ruszyły same do tańca. Wygłupialiśmy się tak, aż do końca piosenki. Gdy się skończyła i zaczęło lecieć co innego, Niall non stop trzymając mnie za rękę podprowadził mnie do kuchennego krzesła.
- Pani pozwoli - zaśmiał się i pomógł mi usiąść.
- Dziękuję panu. - zaśmiałam się również.
- Dzisiaj proponuję pani jajecznicę w sosie własnym, a do picia sok pomarańczowy. - mówił Niall ze śmiesznym francuskim akcentem - Co pani na to? - uśmiechnął się.
- Hmm. Kuszące, jednak brakuje mi pewnej rzeczy. - odpowiedziałam całkiem poważnie.
- Ależ czego pani brakuje. - dalej mówił z tym akcentem przez co myślałam, że zaraz nie wytrzymam i zacznę się śmiać.
- Czego brakuje? - zapytałam - Panie Horan - powiedziałam próbując powiedzieć z takim samym akcentem jak on - Wie pan, brakuje mi deseru.
- Deser będzie, najsłodszy jaki mógłby być. - zaśmiał się i podał mi śniadanie. - Smacznego. - mówiąc to zaczął zajadać.
- Dziękuję kochanie. Wzajemnie. - zaśmiałam się i zaczęłam jeść.
Śniadanie, palce lizać, pyszne. Serio, serio. Horan ma dryg to gotowania. On jest po prostu idealny. Wspaniały. Po skończonym śniadaniu siedziałam i czekałam na deser. Niall posprzątał po śniadaniu i spojrzał na mnie.
- Czekasz na coś Kotku? - zapytał ze śmiechem.
- Tak. Na deser. Przecież obiecałeś.
- Ach tak, już podaję.
Podszedł do mnie i zasłonił mi oczy jakąś chustką. Wziął mnie na ręce i zaniósł do pokoju. Położył na łóżku i złożył na moich ustach najczulszy i najsłodszy pocałunek. Odkryłam swoje oczy i zatapiając się w jego niebieskich tęczówkach odpłynęłam. Zaczęliśmy się całować. W mojej głowie latało milion myśli na sekundę, ale jedna powtarzała się non stop "Niech to trwa wiecznie, niech nikt nie przeszkadza". Jednak pech to pech. W jednej chwili zadzwonił Horan'a telefon. Oderwaliśmy się od siebie, a on spojrzał na ekran. Spojrzałam na niego pytająco.
- Paul dzwoni.
- Odbierz. - powiedziałam.
- Tak? - odparł Niall odbierając telefon.
Po około pięciu minutach rozłączył się i ze smutną miną spojrzał na mnie.
- Musisz iść? - zapytałam, mimo że dobrze wiedziałam, że powie tak.
- Taa. - powiedział z widocznym smutkiem w oczach. - Ale obiecuję, wrócę wieczorem i skończymy to co zaczęliśmy. - uśmiechnął się zagryzając wargę, po czym schylił się i pocałował mnie namiętnie.
- A po co was ściągają, skoro Harry'ego nie ma?
- Właśnie jego też ściągnęli i on się spóźni, ale już jedzie. A ściągają nas po to, żeby obgadać wszytko, co dotyczy wyjazdu do USA. Wiesz no.
- Wiem, wiem. A tak przyjemnie zapowiadała się ta niedziela. - zrobiłam smutną minkę, a Niall znowu mnie pocałował i zszedł z łóżka.
- Oj kochanie, wybacz mi. - powiedział zakładając koszulkę.
- Chyba muszę. - zaśmiałam się i puściłam mu oczko.
- Wiesz, że Cię kocham? - zapytał z uśmiechem.
- Wiem. Ja Ciebie też. Już idź, żeby na Ciebie za długo nie czekali.
Odprowadziłam go jeszcze do drzwi i pożegnałam się z nim. Potem poszłam na górę i się ubrałam. Zegarek wskazał godzinę 10. Może pójdę najpierw do kościoła, a potem zadzwonię do Alice. Tak zrobię. Wyszykowałam się i poszłam na mszę na 11. Po kościele zadzwoniłam do Alice:
- Hej Mary!
- Siemasz Alice?
- A dobrze, dobrze.
- Robisz coś interesującego, czy się nudzisz?
- Raczej to drugie. - zaśmiała się.
- To może wyskoczymy na miasto, hmm?
- Z chęcią. Kiedy i gdzie?
- Za pół godziny, Oxford Street.
- Czyli zakupy?
- Tak. - zaśmiałam się do słuchawki.
- Ok. Będę. Pa.
- Pa.
Rozłączyłam się i wolnym krokiem ruszyłam w stronę Oxford Street. Idąc na umówione miejsce zaczepili mnie fotoreporterzy i zaczęli zadawać pytania.
- Mary! Mary! What's up with Niall and the rest of the band? - zapytał jeden.
- How's it going between you? - zapytał drugi.
- What do you know about this girl, with whom Horan met recently? Who is she to him? - zapytał trzeci i kompletnie mnie tym pytaniem zaskoczył. Przecież Niall z nikim nigdzie nie wychodził. Tylko ze swoją kuzynką, może to o nią im chodzi.
- Wait, guys, one after the other. - powiedziałam. - Ok, first of all what are you talking about? What a girl?
Chyba nie wiedzieli co odpowiedzieć, więc jeden z nich zaczął coś kręcić. Było widać, to w jego oczach, że ściemnia.
- Ok, I see, that you don't have any informations about this girl, so I'm not going to answer your questions, sorry. See ya. - ruszyłam już w stronę Oxford Street, ale zapomniałam im coś powiedzieć - Between me and Niall, everything is fine. - powiedziałam i ruszyłam w swoją stronę, nie zważając na nic innego. Zjedzą żywcem, nie zostawią na tobie suchej nitki, kłamcy i oszuści, tylko plotkami się zajmują.  Masakra. Szybkim krokiem szłam na spotkanie z Alice. Dotarłam na miejsce. Alice przywitała się ze mną i od razu zagadnęła:
- Coś się stało? Jak rozmawiałyśmy to miałaś lepszy humor.
- Taa. Fotoreporterzy mnie dorwali i wiesz zadawali mi głupie pytania i wymyślili coś o jakiejś lasce, że niby Niall z jakąś się spotyka na boku.
- O tym coś słyszałam, ale to było tego samego dnia, jak mówiłaś, że idziesz się spotkać razem z Niall'em z jego kuzynką i pokazałaś mi jej zdjęcia, to była ta sama dziewczyna.
- No właśnie, też sobie o niej pomyślałam, ale wiesz jakie są sępy.. wszystko zmienią.
- Wiem, wiem. Mimo że mnie to aż tak bardzo nie dotyczy, bo jestem tylko dziewczyną perkusisty, więc mam spokój. - uśmiechnęła się. - Dobra Mary, uśmiechnij się i powiedz mi gdzie idziemy.
- Na zakupy, chodźmy.
- Spoko.
Weszłyśmy do galerii i zaczęłyśmy szał po sklepach, później poszłyśmy coś zjeść i koło 6pm wróciłam do domu. W salonie siedziała Zośka i oglądała jakiś serial. Podeszłam do niej i pocałowałam ją w głowę.
- Oo, Maryś, gdzieś Ty była?
- Na zakupach z Alice.
- Tylko? W internecie jest Twoja rozmowa z fotoreporterami.
- Tak wiem, zaczepili mnie jak szłam się spotkać z Alice.
- Dobrze im powiedziałaś. Nie warto z nimi rozmawiać, bo wychwycą całkiem inny sens z Twojej wypowiedzi.
- A Tobie co, skrócili pobyt w Holmes Chapel?
- Taa, mieliśmy wyjeżdżać kilka godzin później, ale nie, Paul zadzwonił i musieliśmy jechać. A właśnie. Masz pozdrowienia od Anne i Gemmy.
- A dziękuję, dziękuję. Muszę im tweet'a z podziękowaniem napisać. - zaśmiałam się.
- Dokładnie. - zaśmiała się też Zośka.
- Co oglądasz?
- A nie wiem nawet co to, ale za raz będą The Pretty Little Liars.
- Oo, to ja idę zanieść zakupy i wracam za moment.
- Zakupoholiczka. - krzyknęła Zośka.
Zaniosłam zakupy i wróciłam na dół do salonu. Usiadłam koło Zośki i zaczęłyśmy oglądać serial. Koło 8pm przyjechali chłopcy i rozeszliśmy się po swoich pokojach.











___________________________________________________________
Czytasz - komentuj!
Wybaczcie, że tak późno! I wybaczcie, że taki krótki. Obiecuję, następny będzie o wiele dłuższy. Dziękuję za wszystkie komentarze i wyświetlenia. Buziaki .xx

piątek, 22 marca 2013

Rozdział 20. Nie pozwolę Ci zmarnować sobie życia!

Listopadowe poranki nie należą już do najcieplejszych i to nie tylko tu w Londynie, w Polsce też było często zimno. Zeszły weekend był jednym z najcudowniejszych w naszym życiu. Szczerze mówiąc, chciałabym tam znowu pojechać. Anne i Gemma są cudowne. Ten weekend również zapowiada się dosyć ciekawie. W sobotę impreza w klubie z chłopakami z okazji wydania nowego albumu "Take Me Home". Piosenki cudowne, na serio, szczególnie "Little Things", "Rock Me", "Over Again", "They Don't Know About Us". Z resztą, co ja wymieniam, przecież wszystkie są przepiękne. Nie znudzą się mi, chociaż jak lecą cały dzień u Marysi w pokoju, to czasami mam ochotę zatkać sobie uszy słuchawkami i posłuchać czegoś innego, ale po jakimś czasie znowu wraca ochota na słuchanie ich piosenek, szczególnie gdy jeden z głosów tak cudownie wypowiada słowa I love You, Sophie. Na prawdę cudowne. Dochodziła godzina 10, piątkowego poranka, kiedy zeszłam na dół do kuchni, gdzie do "I Would" tańczyła Marysia smażąc jajecznicę.
- Cześć Horan! - krzyknęłam.
- Siema Styles! - zaśmiałyśmy się razem.
- Wyspana? - zapytałam.
- Tak oczywiście. - odparła - Zoś, chcesz też jajecznicę, czy będziesz robiła sobie coś innego?
- Zjem jajecznicę, jak dasz trochę. - wytknęłam jej język.
- Dam, dam. Oczywiście. - uśmiechnęła się i rozdzieliła jajecznicę na dwie części.
Usiadłyśmy przy kuchennym barku i zabrałyśmy się za konsumowanie.
- No i co słychać? - zaśmiałam się.
- Szczerze?
- Jak najbardziej.
- To nie za dobrze.
- Dlaczego?
- Bo wczoraj czytałam twitter'a, w sensie moje Mentions i powiem Ci, że niektóre laski to potrafią pocisnąć. Mają takie teksty jak Ty. - wytknęła mi język.
- No wiesz. Nie porównuj mnie do nich. - zaśmiałam się - Ale teraz na serio. Czy one Cię hejtują?
- Nie wszystkie, ale te trzy tweety, które tak wynalazłam, to po prostu rozbiły mnie wewnętrznie i nie mogłam się przez całą noc pozbierać. Myślałam, że zejdę z tego świata, no wiesz, myślałam, że zaraz coś sobie zrobię.
- Niech no tylko jeszcze raz jakaś do Ciebie napisze...
- I co zrobisz? Tak samo jak one walniesz ciętą ripostę? Nie jesteś już osobą, która nic nie znaczy. Ludzie patrzą na to co robisz i piszesz. Z resztą nie warto się zniżać do ich poziomu.
- Tu masz całkowitą rację. Aż się boję, kiedy Hazza potwierdzi nasz związek. W sensie no wiesz o co mi chodzi, zdjęcie w samochodzie, czy jakieś tam wypady były tylko podstawą do spekulacji. Harry powiedział, że teraz, jak będą u Nick'a w radiu, to wszystko potwierdzi, bo przecież Nick zna prawdę.
- No tak. Wiesz, że Hazza, chociaż według mnie niesprawiedliwie, jest najczęściej opisywanym członkiem zespołu, jakby istniał tylko on.
- Prawda. Zauważyłam to. Mam takie samo zdanie na ten temat. Anne i Gemma też to zaobserwowały i też według nich, nie jest to fair wobec reszty.
- Dokładnie. Każdy z nich powinien być traktowany na równi, a nie. No i problemem będzie to, że będziesz miała na głowie więcej hejtów, w końcu więcej panienek za nim szaleje.
- Boję się tego jak cholera. Aż nie chce mi się myśleć o tym, co będzie. Przecież one zjedzą mnie żywcem. Masakra.
- Antynowicz! Głowa do góry. Jedziemy tym samym wózkiem. Pomożemy sobie nawzajem. Przecież Dani, Perrie i El też to przeżywają.
- Olechowicz, wiem. - wytknęłam jej język. - Dani mówiła jakie były konsekwencje tych hejtów. Zerwali ze sobą na jakiś czas przecież, ale potem jak to ona mówi "dzięki Bogu się zeszliśmy na nowo i mam nadzieję, że na stałe".
- Wiem, pamiętam. Dobra skończmy ten niemiły temat. Będzie, co ma być. Czas pokaże.
- Dokładnie. Czas pokaże. Oby było jak najlepiej. Aa! Jedziesz gdzieś z Niall'em, czy widzicie się dopiero jutro?
- Jutro, ale przyjeżdża wcześniej. Dziś przecież 9. Wyszedł ten ich album i są na podpisywaniu płyt w centrum.
- No wiem, wiem. - zaśmiałam się. - Tak samo ja z Harry'm widzę się jutro. - uśmiechnęłam się.
- No to może gdzieś dziś wyskoczymy?
- Hmm. W sumie Dani i Perrie chciały nas wyciągnąć na zakupy, co Ty na to?
- Jestem na TAK. Jakże bym miała być na nie? - zaśmiała się.
- Wiedziałam zakupoholiczko. - wytknęłam jej język - W takim razie dzwonię do Dani.
Wybrałam numer do Danielle. Odebrała po trzecim sygnale.
- Cześć kochanie! - powiedziała do słuchawki - Co tam?
- A dobrze, dobrze. - zaśmiałam się - Dan, my idziemy z Wami. W sumie po to dzwonię.
- Super. W takim razie w południe na Oxford Street.
- Jasne. Do zobaczenia.
- Pa. Kocham.
- Kocham.
Rozłączyłam się.
- I co? - zapytała Marysia.
- Południe, Oxford Street. - powiedziałam.
- Jupi! To się nazywa życie. Chodźmy się szykować. - krzyknęła radośnie.
- Jasne, już idę, idę.
O 11:20 spotkałyśmy się w korytarzu. Marysia czekała i z niecierpliwością przebierała nóżkami, jak mała dziewczynka, która czeka na lizaka, za grzeczne zachowanie.
- Już wychodzimy. - zaśmiałam się. - Poczekaj tylko, aż nałożę buty.
- Jasne. Mhm. Spoko. - mamrotała pod nosem.
- Dobra. Wychodź. - pchnęłam ją do wyjścia. - Zamknij drzwi. Ja idę po samochód.
- Ok.
Wyjechałam samochodem i automatycznym pilotem zamknęłam garaż. Poczekałam aż Marysia wsiądzie do środka. Gdy tylko zamknęła drzwi ruszyłam w stronę Oxford Street. Na umówione miejsce zajechałyśmy z pięciominutowym opóźnieniem, a to wszystko przez te przeogromne korki. Szybko zaparkowałam, zamknęłam auto i w pośpiechu szłam za Marysią, która pędziła co sił w nogach w stronę stojących przed Galerią, Dani i Perrie.
- No cześć piękne! - krzyknęła Perrie. - Korki, co?
- Dokładnie. - zaśmiała się Marysia.
Przywitałyśmy się z dziewczynami.
- To co, gdzie najpierw? - spytała Danielle.
- TopShop? - zarzuciła Marysia.
- Cudo! - krzyknęła Perrie.
- Ok. To ruszajmy. - powiedziałam.
Pięciogodzinne szarżowanie po sklepach zakończyłyśmy w Pizza Hut. Zamówiłyśmy sobie dwie duże pizze i niezdrową coca colę do picia. Na nasze szczęście była dolewka, jak w KFC.
- Ulala. - powiedziała Dani, jak przynieśli pizze - Ale co mi tam, na treningu wszystko i tak spale. - zaśmiała się.
- Dokładnie Dan, co się będziesz przejmowała. - zaśmiałam się.
- Pff, nam to nie szkodzi laski. Bo my jesteśmy szczupłe. Godzinka joggingu potem i zrzucona. - dodała Perrie.
- Jasne. Wiadomo. Przecież my to my. - powiedziała Marysia.
- Dobra, w takim smacznego. - powiedziałam.
- Wzajemnie. - odpowiedziały chórem.
Po skończonym posiłku wyszłyśmy i skierowałyśmy się jeszcze do Empiku. Chciałyśmy ogarnąć jakieś nowości i z muzyki i z książek. Gdy tylko weszłyśmy do środka, stojące w kolejce, jak było widać, fanki naszych chłopaków, zwróciły swoje oczy w naszą stronę. Ok. Było to trochę przerażające, jakby tak dodać do tego muzykę jak z horroru, ściemnić światła w pomieszczeniu, to na pewno bym zwiewała stąd.
- Woo, ale się patrzą. Co człowieka nigdy nie widziały? - zaśmiała się Perrie.
- Chyba nie. - dodała Dani.
- A no. - zaśmiałam się z Maryśką.
- Dobra. Nie wnikam - powiedziała Danielle - Lepiej chodźmy do działu z książkami.
Poszłyśmy za Dan, a dziewczyny dalej na nas patrzały.
- Perrie, może one czekają, aż im powiesz, że jak chcą autograf czy zdjęcie, to możesz poświęcić im czas. - powiedziała Maryśka.
- Może. - zastanowiła się Perrie. - Ok girls. - zaczęła - Why do you look at us like we were aliens? It scares us. So if any of you want a photo or autograph, please, now I have for you a second. (Czemu patrzycie na nas jak na kosmitów? To nas przeraża. Więc jeżeli ktokolwiek z was, chce zdjęcie lub autograf, proszę bardzo, teraz mam dla was chwilkę.) - uśmiechnęła się.
Gdy tylko to powiedziała dziewczyny przestały się dziwnie patrzeć i zaczęły podchodzić, jedna po drugiej do Perrie, a ona pozowała z nimi do zdjęć, non stop się uśmiechając, podpisując plakaty. Po około pół godzinie Perrie zakończyła rozdawanie zdjęć i autografów. I mogłyśmy spokojnie wyjść ze sklepu i pójść na parking.
- Jak się cieszę, że do mnie nie podeszły - zaczęła Dan - Już się bałam, że będę musiała z nimi pozować. Robię to tylko, jak jestem z Liam'em. Nie chcę tego robić, gdy go nie ma obok, żeby potem nie mówiły, że lansuję się tym, że z nim jestem i strzelam sobie fotki z fankami.
- Bardzo dobrze, że nie podeszły. - dodałam - Nie wiedziałabym, co mam zrobić.
- E tam. - zaśmiała się Marysia.
- Czekajcie - krzyknęła Perrie - Tu jest ten automat, który od razu wywołuje zdjęcia. - uśmiechnęła się - Chodźcie zrobimy sobie foteczki. - zaśmiała się.
- Ok. Idziemy. - powiedziała Danielle.
Poszłyśmy szybko do automatu. Zrobiłyśmy sobie jedną sesję wspólną, a potem parami, tak że każda miała cztery paski ze zdjęciami. Super nam wyszły. Stałyśmy jeszcze chwilę, koło samochodu pakując rzeczy.
- Dobra laski. - krzyknęła Danielle - To do jutra na imprezie. Pa.
- No do jutra.
- Pa. - krzyknęła Perrie.
- Do zobaczyska. - krzyknęła do nich Maryśka.
Wsiadłyśmy do samochodu i pojechałyśmy do domu. Na miejscu byłyśmy po 7pm. Nie powiem, dzień na prawdę udany. Miło było. Bardzo miło. Poszłyśmy do pokojów. Odłożyłam torby z ubraniami koło szafy, a z torebki wyjęłam nasze zdjęcia i doczepiłam je na tablicy, obok zdjęć z chłopakami i innymi naszymi "sweet fociami".


***

Trzaski, dobijanie się do drzwi, nachalne używanie dzwonka. O co chodzi? Kogo tu niesie o tak wczesnej porze? Dopiero 7 rano!!! Czy ludzie nie wiedzą, że my o tej godzinie śpimy?! Wybiegłyśmy z pokoi równocześnie i zbiegłyśmy na dół.
- Co jest kurwa! - krzyknęła zdenerwowana Maryśka.
- Nie wiem. Zabij mnie, a i tak Ci nie powiem. Chyba kogoś delikatnie mówiąc pojebało.
- No raczej, bo nikt by się nie dobijał do nas do domu.
Wyjrzałyśmy delikatnie przez okno. NIE!! Nie wierzyłyśmy własnym oczom! No chyba mam zwidy! Boże błagam, niech to będą halucynacje! To nie dzieje się na prawdę! Za co?! Co my złego zrobiłyśmy, że tak obrywamy?!
- Ja im nie otwieram. - powiedziałam w końcu.
- Pff, ja też nie. Niech sobie stoją. Ja nie mam zamiaru z nimi o niczym rozmawiać. Ten rozdział się skończył, co ja mówię, zakończył w momencie wyjazdu z Polski. Nie mam zamiaru mieć z nimi do czynienia. Nie chcę słyszeć ich głosów! Nie!
- Zośka! Maryśka! Wiemy, że tam jesteście! Otwierać w tej chwili! - krzyczały.
- Co się tak patrzysz? - powiedziałam. - Ja też im nie otworzę. To nie matki, to macochy.
- Czego chcecie? - krzyknęła Maryśka.
- Chcemy wejść, czy to tak dużo?
- A skąd wiecie, że tu mieszkamy?
- Nie trudno znaleźć adres u tatusia w komórce.
- Nie trudno? - zadrwiłam. - Już listopad, dopiero się wam udało przyjechać.. jak my tu już od czterech miesięcy to już na pewno jesteśmy.
- Gówniaro! Nie zaczynaj znowu.
- Mamuśka, dobrze się czujesz? Bo to chyba wy zaczynacie? Kto normalny puka, przepraszam DOBIJA się do kogoś tak wcześnie rano!!
- Nienormalna to jesteś ty. Otwieraj, bo będziemy rozmawiać inaczej.
- Aha. Cóż takiego mama mi może zrobić? Przecież nie żyję tu za mamy pieniądze.
Zamilkły na moment.
- Dobrze, w takim razie. Czy możecie nas wpuścić? - zapytała matka Maryśki.
- O wiele lepiej. - powiedziała Marysia. - Ale z nich kameleony. - szepnęła do mnie.
- Kurde, nie wpuszczała bym ich, ale z drugiej strony jeszcze jakiś fotoreporter to wychwyci. - szeptałam również.
- Dokładnie. Dobra daj otworzę.
Otworzyłyśmy drzwi, a dwie wielkie panie weszły do środka. Rozejrzały się dookoła z wielkimi oczyma i nie pytając się, ni nawet nie czekając na pozwolenie wlazły do salonu i usiadły wygodnie na naszej kanapie.
- Co za wychowanie. - zaśmiała się do mnie Maryśka.
- Cóż za elegancja. - prychnęłam.
- Taaa. - kiwnęła głową Mańka - Więc, co mamusie tutaj sprowadza? - zapytała.
- Prawda jest taka, że przyjechałyśmy tutaj po was.
- Co proszę? Bo chyba nie dosłyszałam.
- Przyjechałyśmy po was.
- Yyy? Ja z wami nigdzie nie idę. - powiedziała Maryśka.
- Ja też się stąd nie ruszam. Dobrze mi tu. Mamy przyjaciół, którzy nas kochają, nie to co wy.
- My was nie kochamy? Gdyby tak było, to byśmy tu nie przyjechały.
- Wręcz odwrotnie, gdybyście nas kochały to byście tu nie przyjeżdżały, bo byście zaakceptowały wszystko, cokolwiek byśmy zrobiły. - powiedziałam.
- O nie młoda damo. Jesteś za młoda, żeby decydować o swoim życiu samodzielnie. Ja jestem od podejmowania decyzji za ciebie, żebyś kimś była w tym życiu, a nie jaką tam szkołę Arts skończysz.
- A jak bym była w NYADA w NY to co?
- To samo. Jedno, wielkie gówno. Kim ty masz zamiar po tym być?
- Sobą.
- Ach tak. Ile zarobisz za bycie sobą?
- Nie ważne. Nie rozumiesz, że dla mnie najważniejsze jest być szczęśliwą, a nie! Już przecież o tym rozmawiałyśmy. W ogóle mnie nie słuchasz! Nigdy mnie nie słuchałaś! Zawsze byłam dla ciebie jak śmieć. Bo przecież nie mogę się porównać do powietrza, ono chociaż jest ci potrzebne do oddychania, żebyś mogła sobie żyć.
- Zośka koniec gadania wyjeżdżasz stąd w tej chwili i koniec.
- To samo ty, Maryśka. Nie pozwolę Ci zmarnować sobie życia.
- Nie masz prawa decydować o tym co będę robiła w życiu. To moja sprawa! Nigdzie się stąd nie ruszam. Mam tu dla kogo żyć. - krzyknęła Maryśka.
- Nie ma gadania panienki idziemy na górę się pakować.
- Nie! - krzyknęłyśmy razem.
- Co nas to obchodzi! - złapały nas mocno za rękę i szarpnęły do pokojów.
- Zostaw mnie! - próbowałam się wyrwać z rąk tej potężnej baby. Mama, mamą, ale ona zachowywała się nienormalnie.
- Nie gadaj gówniaro tylko się pakuj. - pchnęła mnie na łóżko i podeszła. - I co teraz powiesz! Pakuj się, a nie się patrzysz córeczko.
- Nienawidzę cię!
- Mała niewdzięczna dziewczynko. - uderzyła mnie w twarz.
No tak raz już to zrobiła, czemu nie miała zrobić tego po raz drugi. Policzek piekł jak oszalały. Z pokoju Maryśki, też dobiegł krzyk, jakby po uderzeniu. Oj nie, ja się tak traktować nie dam.
- Mogłabyś chociaż stąd wyjść! Nie chcę cię oglądać. Nie wiem już kim jesteś.
- Wrócę za dziesięć minut. Masz być spakowana, bo jak nie to znowu dostaniesz.
- Ta.
Wyszła. Podbiegłam do szafki nocnej i wyciągnęłam z niej telefon. Nie mogłam rozmawiać, bo by usłyszała, stała pod drzwiami. Napisałam tylko sms.

Do: Harry xx
Przyjedź. Ratuj. Mama.....

Wysłałam. Przyszedł raport, że dostarczone. Teraz tylko czekać, aż przyjedzie. Po dziesięciu minutach wkroczyła matka do pokoju. Może i dałabym sobie z nią radę, ale jakoś nie mogłabym uderzyć matki.
- Jeszcze nie spakowana?! - krzyknęła patrząc w pustą walizkę. 
- Nie. 
- Ja cię nauczę jak się pakuje. 
Wzięła moje rzeczy z szafy i wrzuciła do torby, którą zamknęła. Złapała mnie za rękę. Znowu tak samo mocno i szarpnęła za sobą na dół. To samo robiła matka Maryśki.
- A panie co tutaj robią? - usłyszałam zbawieńczy głos Anne.
- Czy ktoś panie tutaj zapraszał? - odparł tym razem inny damski głos.
- A panie to kto, jeżeli można się dowiedzieć? - zaczęła moja matka.
- Nie pani interes. Przyjechałam po moją dziewczynkę, ukochaną przyszłą synową. - powiedziała całkiem poważnie Anne.
- Pff. - prychnęła matka. - Przyszłą synową? Ona? Przecież to niewdzięczna dziewucha. 
- Chyba nie zna pani swojego dziecka. Proszę ją puścić, bo zadzwonię po policję. 
- Nie no, chyba policji nie trzeba. - w tym momencie puściła mnie i odłożyła torbę. 
Za Anne stał Harry, który przytulił mnie do siebie, a Niall przytulił Marysię. 
- A teraz prosiłybyśmy panie o opuszczenie tego mieszkania i mamy nadzieję,że nigdy panie więcej tutaj nie wrócą. - powiedziała Marie, mama Niall'a.
- Podpisuję się pod słowami koleżanki. W Anglii nie tolerujemy przemocy wobec dzieci. Z drugiej natomiast strony, czemu panie dopiero teraz zainteresowały się swoimi, już prawie dwudziestoletnimi, córkami? Przecież teraz to one zaczynają podejmować decyzje same. - spojrzała pytająco Anne na moją matkę. 
- Co pani tam wie. - walnęła moja matka.
- Oj żeby pani się zdziwiła ile wiem. Dużo więcej niż pani. Mój syn - wskazała na Harry'ego. - w wieku szesnastu lat poszedł na kasting do X-Factor i został złączony z czwórką chłopaków w podobnym wieku, w tym jednym tutaj obecnym - wskazała na Niall'a - w zespół, który teraz robi międzynarodową karierę. Nie ma go bardzo często w domu. Tęsknię za nim, ale akceptuję jego wybór, bo wiem, że on kocha to co robi. Nie jadę po niego do USA, czy Australii i nie pakuję go na siłę, każąc przy tym wracać do domu. To nie byłoby normalne. Przecież każdy w końcu musi odejść z domu. Prędzej czy później. 
Matki nie wiedziały co powiedzieć. Ruszyły się jedynie do wyjścia z przegranymi minami. 
- Jeszcze tu wrócimy. - powiedziała matka na odchodne. 
- Lepiej niech panie tu nie wracają. - odpowiedziała Anne. 
Z zamykającymi się drzwiami cały stres zszedł w końcu ze mnie. 
- Dziękuję Anne, pani Marie, Harry, Niall. - uśmiechnęłam się do nich.
- Ja też dziękuję. - dodała Marysia.
- Co wy, dziewczynki. Jesteście częścią naszej rodziny. A te Wasze mamy, to na prawdę dziwne. - odparła Marie.
- Nic dodać, nic ująć. - powiedziałam, a Anne mnie przytuliła. 
- Już wszystko dobrze. - powiedziała Anne. - Dobra, ja z Marie musimy się zbierać, zobaczymy się na tej imprezie w klubie. - zaśmiała się. - Buziaczki. Chłopcy z Wami zostaną.
- Jasne mamuś. Pa. - powiedział Harry. 
Gdy tylko wyszły, Harry wziął moją torbę, mnie za rękę i poszliśmy do pokoju rozpakować się na nowo. Dobrze, że nie zauważyła nowych rzeczy i nie wrzuciła ich jak tych z szafy, do torby.
- Boże, co za koszmar. - powiedziałam opadając na łóżko. - Co ja bym bez Was zrobiła?
- Ciężko by było. - szepnął Harry - Z pewnością były byście w drodze na lotnisko. 
- Kocham Cię Harold. - zaśmiałam się. - Twoją mamę też. 
- Też Cię kocham Sophie. - nachylił się nade mną i mnie pocałował. - Wstań. Poukładamy to w szafie. 
- Ok. - podniosłam się z łóżka. 
Zabraliśmy się za układanie ubrań w szafie. Po około pół godzinie wszystko wisiało i leżało w idealnym porządku. Dochodziła godzina 2pm. 
- Chodźmy na dół, zrobimy jakiś obiad. Impreza dopiero na 8pm. 
- Jasne myszko. Chodźmy. - uśmiechnął się Harry i musnął moje wargi. 
Zeszliśmy na dół, gdzie stali już Marysia z Niall'em. 
- Pomóc Wam? - zapytałam się.
- Jasne. - zaśmiali się. 
To raczej nie wyglądało jak robienie obiadu. Bardziej jak zabawa w kuchni. Obsypywaliśmy się mąką. Kuchnia wyglądała jak pobojowisko, albo jak zimowy krajobraz. Po zjedzeniu obiadu zabraliśmy się szybko za sprzątanie. Koło 5pm. chłopcy pojechali na chwilę do siebie, żeby się wykąpać i przebrać. To samo musiałyśmy zrobić my. Przed 7pm. wrócili po nas i pojechałyśmy z nimi na imprezę do klubu. W klubie było mnóstwo osób. Jednak będąc jedną z dziewczyn głównych organizatorów przecisnęliśmy się do naszego miejsca bardzo sprawnie. Usiadłyśmy z Maryśką koło Perrie, Dani i El, które siedziały już na wyznaczonym miejscu. Nagle Maryś do mnie powiedziała:
- O! - wskazała na chłopaka stojącego obok Niall'a. - To Josh, ich perkusista. 
- Aha. - odparłam. - Ej! Maryś! Ty! Czy ta dziewczyna, którą trzyma za rękę, to przypadkiem nie Alice? - wytrzeszczyłam oczy.
- Ej! No faktycznie. To przecież Alice. 
Wyszłyśmy na moment z loży i podeszłyśmy do Niall'a. 
- Poznaj Josh. To Mary, moja dziewczyna, a to Sophie ukochana Harry'ego. 
- Siema, siema. Miło mi. - uśmiechnął się. - A to..
Już Josh chciał nam przedstawiać swoją dziewczynę, gdy mu przerwałyśmy mówiąc:
- Alice. Tak, tak. Wiemy. Nie wiedziałyśmy jedynie, że jest Twoją dziewczyną. - zaśmiałyśmy się.
Alice patrzyła na nas wielkimi oczyma.
- A ja nie wiedziałam, że Wy! uśmiechnęła się. - Super! Myślałam, że nikogo nie będę znała.
- To Wy się znacie? - zaczął Josh.
- Tak kochanie. Z uczelni.
- Aha. No tak, coś wspominałaś.
Rozmawialiśmy chwilę, a później wzięłyśmy Alice do loży i przedstawiłyśmy ją Dani, Perrie i El. Później całą szóstką plotkowałyśmy, gadałyśmy o wszystkim i niczym. Tańczyłyśmy trochę, no i oczywiście spędziłyśmy czas z naszymi chłopakami. Nad ranem wróciłyśmy do domu. Chłopcy zostali u nas na noc.








_______________________________________________________
Czytasz-komentuj!
20 za nami :) Dziękuję Wam za każdy komentarz. Mimo że nie ma ich zazwyczaj zbyt wielu, to i tak się cieszę tym, że chociaż ktoś komentuje, bo wiem, że czytacie. Czekam na szczerą opinię. Buziaki xx

wtorek, 19 marca 2013

Rozdział 19. Home Town Time

~Anne~

Wiadomość od Harry'ego mnie bardzo ucieszyła. Od momentu, gdy tylko poznałam Sophie, wiedziałam, że to wspaniała dziewczyna i marzyłam o tym, żeby była z Harry'm. Tylko ona może dać mu chociaż trochę "normalnego" świata. Chociaż z nią będzie mógł czuć się jak zwykły chłopak, a nie non stop jako członek najsławniejszego boysband'u. Gdyby miał jakąś sławną dziewczynę ich związek byłby zapewne non stop monitorowany i wątpię czy by potrwał dłużej niż maksymalnie miesiąc. Chociaż teraz paparazzi też mogą być bardzo nachalni i męczący. Mam nadzieję jednak, ze dadzą im przestrzeń. Na pewno z początku jej nie będzie, ale potem może, kto wie. No przykładowo, Dani i Liam nie są aż tak atakowani przez fotoreporterów i mogą spędzić ze sobą czas bez zbędnych osób wokoło. Oby im się też tak udało.
Szykowałam właśnie obiad, gdy do kuchni wpadła Gemma, która właśnie wróciła do domu.
- Mmm, co tak pachnie mamuś?
- A, niespodzianka kochanie, na przyjazd Harry'ego i Sophie.
- Faktycznie, przecież to już dziś!
- No dziś, dziś kochanie.
- Denerwujesz się? - zapytała.
- Może trochę. - powiedziałam.
- Ale czym? Mamo!
- Na przykład tym, że Sophie nie zasmakuje moja kuchnia.
- Przestań! Proszę Cię. Twoja kuchnia jest cudowna.
- A może jej mama też gotowała i piekła. Przecież wiesz jak to jest. I wtedy moje nie będzie jej tak smakować.
- No w tym przypadku masz rację, ale Twoje dania i wypieki też jej zasmakują. Zobaczysz. Ja idę się ogarnąć. - pocałowała mnie w policzek i pobiegła na górę.
Dogotowywał się właśnie obiad, kiedy zadzwonił dzwonek do drzwi. Kto to może być? Wyszłam na korytarz i podeszłam do drzwi, które sprawnie otworzyłam.
- Dzień dobry pani Cox. Przesyłka dla pani. - wręczył mi paczkę listonosz.
- Dziękuję.
- Miłego dnia życzę. Do widzenia.
- Do widzenia.
Zamknęłam drzwi i poszłam z paczką do kuchni. Położyłam ją na stole i wróciłam do kończenia obiadu.
- Kto to był? - zapytała Gemma wchodząc do kuchni.
- Listonosz. Przyniósł tą paczkę. - wskazałam na pudełko leżące na stole.
Gemma wzięła je w ręce i zaczęła sprawnie otwierać.
- Co jest w środku? - zapytałam gdy zauważyłam, że już otworzyła.
- To od taty. - powiedziała - Jakieś nasze stare zdjęcia. Oo! Jestem na nich ja jak byłam mała i Harry. Tych zdjęć nie widziałam.
- To zapewne te, których nie chciał zwrócić. Może zrobił sobie odbitki w końcu.
- Możliwe.
- Tak ogólnie kochanie, co u Emmy?
- A bardzo dobrze. Właśnie wyprowadza się do Blaine'a i zamierzają się pobrać.
- To cudownie. Mają już ustaloną datę?
- Tak jeszcze nie do końca, ale bodajże w sierpniu 2013.
- Cudownie.
- Przyjechaliśmy! - dobiegł do nas nagle krzyk Harry'ego i dźwięk zatrzaskujących drzwi.
- O! Już są. - krzyknęła Gemma i pobiegła się przywitać.
- Cześć braciszku! - uścisnęła Harry'ego.
Ja podeszłam do Sophie.
- Cześć kochanie. Jak samopoczucie?
- A bardzo dobrze, dziękuję. A jak Ty się czujesz, Anne? - uścisnęła mnie przyjaźnie.
- Bardzo dobrze. Szczególnie teraz. - pocałowałam ją w policzek.
Podeszłam do Harry'ego, a do Sophie podeszła Gemma.
- Cześć synuś!
- Cześć mamuś! Jestem, jak obiecałem. - zaśmiał się.
- Widzę i bardzo się z tego powodu cieszę. - uściskałam go - Dobra kochani, chodźcie póki ciepły obiad.
- Jasne. - powiedzieli chórem.
- A gdzie Joe? - zapytał Harry.
- W pracy jeszcze.
- Mhm, ok.
Usiedliśmy do obiadu, który trwał tak długo, jak za starych, dobrych czasów, a może nawet jeszcze dłużej. Po skończonym posiłku czekałam na reakcję dzieciaków, szczególnie Sophie.
- Anne - zaczęła z uśmiechem Sophie - tak pysznego obiadu i deseru nie jadłam jeszcze nigdy w życiu. - uśmiechnęła się szeroko.
- O! Dziękuję Skarbie. Bardzo miłe słowa. Chociaż wątpię, że nie jadłaś nic lepszego. A jedzenie Twojej mamy? - zapytałam.
Sophie wyraźnie posmutniała.
- Przepraszam Słonko, nie chciałam Cię urazić, czy coś. Wybacz.
- Nie, nic się nie stało. Nic nie wiedziałaś, a skoro musimy się poznać to zapewne Wam wszystko opowiem.
- Dobrze. W takim razie idźcie się rozgościć, a ja posprzątam po obiedzie.
- Ok. - powiedzieli razem, ale mimo wszystko zanieśli wszystkie talerze i sztućce do kuchni.
- Dziękuję Wam.
- Nie ma za co. Teraz możemy iść. - powiedział Harry i łapiąc Sophie za rękę poszli na górę.
Dzisiaj nawet zmywanie po obiedzie poszło szybciej. Koło 6pm. poszłam na górę do Harry'ego i Sophie. Zapukałam do drzwi pokoju Harry'ego.
- Proszę - usłyszałam po chwili.
Weszłam.
- Kochani - zaczęłam - może oglądniemy jakiś film, co?
- Jasne - powiedziała Sophie - z chęcią. - mówiąc to wstała z łóżka i podeszła do mnie. Złapała mnie pod ramię i zeszłyśmy na dół, po drodze wyciągając Gemmę z pokoju. Harry poszukiwał filmu, a my rozlałyśmy wino do kieliszków, zrobiłyśmy popcorn i wróciłyśmy do salonu. Harry nadal uporczywie poszukiwał jakiegoś dobrego filmu. W końcu, równocześnie z przyjściem Joe'go z pracy, Harry wybrał jakąś komedię. Usiedliśmy wygodnie na kanapie i zaczęliśmy oglądać film, zajadając popcorn i popijając czasami wino. Po seansie siedzieliśmy dalej w salonie, non stop rozmawiając.
- Dobranoc - powiedział Joe wstając z kanapy - Na mnie już pora, jutro znowu do pracy.
- Dobranoc - odpowiedzieliśmy.
- Fajnie tu u Was - zaczęła Sophie. - Tak rodzinnie... - zamilkła.
Spojrzałam na nią. Nie chciałam się narzucać. Nie chciałam pytać. Na szczęście sama zaczęła.
- Harry już wie o wszystkim. Was już też powoli zaczynam traktować jak rodzinę, więc Wam też mogę wszystko opowiedzieć. Zacznę od początku, bo nie ma sensu wybierać tylko urywków z mojego życia, wolę opowiedzieć wszystko chronologicznie.
Historia życia Sophie, choć jeszcze dosyć krótka, to już bardzo dużo się w niej wydarzyło. Jej życie nie było kolorowe, usłane różami. Nie miała w zasadzie udanego dzieciństwa, ani też późniejszego życia. Mimo że jest taka młoda, to bardzo dużo już przeżyła. Gdy Sophie kończyła swoją historię, popłynęły mi łzy. Dziecko nie zaznało miłości. Biedulka. Przytuliłam ją mocno. Ona też, chcąc nie chcąc, się rozkleiła. Gemma z resztą również. Płakałyśmy we trzy. W końcu Harry powiedział.
- Ok, może już starczy, bo jeszcze ja do Was dołączę. Kobitki, przecież teraz jesteśmy tu, nie w Polsce. Teraz dostaniesz tyle miłości na ile zasługujesz Sophie. Masz nas. Nie smuć się skarbie. - przytulił i ucałował w czoło Sophie.
- Masz rację - uśmiechnęła się Sophie - Dlatego koniec płaczu. Porozmawiajmy o czymś przyjemniejszym.
Opowiadałam Sophie wpadki Harry'ego z dzieciństwa, a ona śmiała się bez przerwy. Koło 2am. powiedziałam:
- Dobrze kochani, już późno. My tu gadu gadu, a już 2am. Idziemy spać.
- Ok. A mamo. - powiedział Harry - Jutro robimy grilla. Wpadną chłopcy ze swoimi dziewczynami, ok?
- Mam jakieś wyjście?
- Nie. - zaśmiał się.
- Wiedziałam. Dobrze kochanie. Pójdę rano coś kupić do tego Waszego grilla. O której będą?
- Myślę, że przyjadą koło 3pm.
- Dobrze. Idźcie już spać. Dobranoc.
- Dobranoc mamo, kocham Cię.
- Dobranoc Anne. - powiedziała Sophie i poszła razem z Harry'm na górę.



~Zośka~

Obudziłam się o 11. Harry spał jeszcze słodko. Nie chciałam go budzić. Poszłam do łazienki, szybko się ogarnęłam i zaszłam na dół.
- Dzień dobry. - powiedziałam wchodząc do kuchni.
- Cześć kochanie. - powiedziała Anne - Wyspana?
- Tak, tak. Bardzo dobrze mi się spało, co jest nowością.
- Dlaczego?
- Zazwyczaj źle sypiam w nowych miejscach, ale tu nie.
- To chyba dobrze. - uśmiechnęła się Anne.
- Tak mi się wydaje. - zaśmiałam się.
- Co zjesz kochanie na śniadanie?
- Oj. Anne, nie będę wydziwiać. A co mogę? - zapytałam.
- Wszystko. Cała kuchnia, w tym również zawartość lodówki i wszystkich szafek, jest do Twojej dyspozycji. - uśmiechnęła się - Ja muszę jechać na te zakupy, grilla sobie wymyślił Louis.
- Skąd wiesz, że Louis?
- Proszę Cię. Tylko on tak mógł wymyślić. - zaśmiała się - Dobrze już ich poznałam. No, a teraz już idę.
- Może pojadę z Tobą?
- Nie musisz skarbie. Jedz śniadanie. - uśmiechnęła się - Gemma jedzie ze mną.
- Ok.
Pocałowała mnie w czoło i wyszła.
Zrobiłam sobie śniadanie i sprawne je zjadłam. Potem przygotowałam kanapki Harry'emu i poszłam z nimi na górę. Dochodziła 1pm.
- Wstawaj śpiochu. - pocałowałam go w policzek.
- Co? Jak? Już? Gdzie? - mamrotał przeciągając się Harry i chwilę później otworzył oczy.
- No hej! - uśmiechnęłam się.
- Cześć śliczna. - podniósł się i pocałował mnie czule.
- Śniadanie dla Ciebie, bardzo proszę. Chociaż nie wiem czy będziesz je jadł, bo niedługo przyjadą i będzie grill, więc.
- Oczywiście, że zjem. Dziękuję. Jeżeli niedługo przyjadą, to która jest godzina? - zapytał zdziwiony.
- Kochanie już 1pm.
- Uuu! Nieźle pospałem.
- A no, nie powiem, że nie. - zaśmiałam się.
- Dobra Dziubek, ja idę się ogarnąć - powiedział Harry i wyszedł z łóżka.
Po około pół godzinie wyszedł z łazienki okryty jedynie ręcznikiem, a ja siedziałam przed laptopem i ogarniałam twitter'a.
- Ubrania pies Ci zjadł? - zapytałam.
- Tak zjadł. - zaśmiał się.
- To może pożyczę Ci coś swojego?
- Oj nie kochanie, nie trzeba. Tak mi dobrze.
- Na pewno? Czy może dzidziusia ubrać?
- No możesz, jeżeli chcesz. - poruszał brwiami.
- Dobra raz dwa do łazienki się ubrać, a nie mnie tu podpuszczasz.
- Dobrze moja Pani, już idę. - zaśmiał się i zniknął za drzwiami łazienki.
Pięć minut później wyszedł, tym razem ubrany.
- No już lepiej. - wytknęłam mu język.
- W takim razie chodźmy, bo chyba mama przyjechała.
Zeszliśmy na dół i pomogliśmy dziewczynom z zakupami. Później wzięliśmy się za szykowanie grilla. Jak zapowiedział Harry, cała nasza zgraja przyjechała o 3pm.
- Dzień dobry Anne! - krzyknęli chłopcy na wejściu.
- Cześć chłopcy.
Uściskała się ze wszystkimi.
- Siema piękna - przytulił mnie Zayn, za nim Liam, Niall i Lou, a następnie Dani, Perrie, Eleanor i moja Marysia.
- Tęskniłam - zaśmiała się - Jeden dzień i już nie mogłam.
- Ja też - dałam jej buziaka w policzek.
- Czuję się zazdrosny. - powiedział Hazza.
- Ja też - dodał Niall ze śmiechem.
- Bardzo dobrze. - wytknęłam im język.
- Dobra dzieciaczki kochane - zaczęła Anne - Do pomocy! Już!
- Pędzimy! - krzyknął Lou.
O 5pm. wszystko było gotowe i rozpoczęliśmy grillowanie. Koło północy Anne i Joe poszli spać, a sześć par, bo przyszedł jeszcze chłopak Gemmy, świętowało pierwszą wspólną imprezę, w sensie pierwszą w takim gronie. Koło 1am. Gemma ze swoim chłopakiem zmyli się gdzieś, a reszta zaczęła bawić się na całego. Graliśmy w butelkę. Haha. Tak. Najgorsze zadania dawał Lou, ten to ma pomysły. Wszyscy jednak wykonywali polecenia bez żadnych jęków. Zabawa trwała na całego. Koło 3am. większość towarzystwa po prostu już nie ogarniała. Zayn non stop coś mamrotał pod nosem do Perrie, która się cały czas śmiała. Lou z El tańczyli przytulańca. Harry leżał głową na moich nogach i lekko przysypiał. Dani i Liam byli najmniej wstawieni. Ja z Maryśką też, mimo że wypiłyśmy tyle co reszta. Niall natomiast jeszcze coś wrzucał na ruszt. Ten to ma apetyt.
- No to stypa się zrobiła. - zaczęłam.
- Poczekaj - powiedział Liam - Daj im piętnaście minut. Chociaż będą w stanie śpiewać.
- Ok. Właśnie, może coś zaśpiewamy na pięć par. - zaśmiałam się.
- Dobry pomysł. - powiedziała Dani siadając obok mnie i przytulając się.
Liam jednak bardzo dobrze znał chłopców, bo po kwadransie byli zdolni do skupienia się i zaśpiewania chociaż jednej piosenki.
- W takim razie przed pójściem spać zaśpiewajmy sobie, hmm... co proponujecie? - zapytałam.
- "Little Things" - powiedział Niall.
- Hmm. Nie znamy tego jeszcze. - powiedziała Dani.
- A no tak. - przypomniał sobie Niall.
- Czyli znamy już tytuł nowej piosenki. - zaśmiałam się.
- No dobra to może "More Than This" - powiedział Liam.
- Super. Idealnie. - powiedziała Perrie.
Wyszło nawet spoko. Znałam tekst, bo ostatnio nadrobiłam wszystkie piosenki i szczerze mówiąc, przypadły mi do gustu. Wstaliśmy i posprzątaliśmy wszystkie naczynia. Dochodziła 4am. kiedy rozeszliśmy się po pokojach.









______________________________________________________
Czytasz-komentuj!
Wybaczcie mi. Wiem, rozdział miał był w sobotę lub niedzielę. Tak pisałam... przepraszam Was, ale nie miałam czasu, wczoraj też nie, więc dodałam dopiero dziś. Mimo wszystko mam nadzieję, że rozdział się spodoba. xx